Tuesday, August 5, 2008

Mexico City


Po prawie 5 miesiacach, ponad 400 godzinach spedzonych w autobusach i innych naziemnych srodkach transportu i przejechanych ponad 16 tysiacach kilowetrow udaklo mi sie dotrzec do konca wyprawy po Ameryce Lacinskiej i Nowej Zelandji. Udalo mi sie skonczyc wyprawe z Ushuaia do Mexico City bez uzywania samolotu- co nie bylo latwe.
Dawno nie czulem takiej satysfakcji. Mexico City okazalo sie bardzo przyjaznym i slicznym miastem. Nie patrzalem na to miasto jak na inne wielkie molochy w Am. Pol. widzialem je jako nowy etap w mojej podrozy, z daleka wygladalo tak groznie ale z bliska okazalo sie stateczne i pelne pomocnej policji.
Niestety nie moglem tam zostac zbyt dlugo bo... okazalo sie ze nie ma tam miejsca do spania. Wszystko zajete albo za drogie wiec podjalem decyzje wylotu w ten sam dzien co przyjechalem.
Udalo mi sie wszystko zalatwic na ostatnia chwile wiec nie mialem nawet czasu nikogo zawiadomic ze przyjade 2 dni wczesniej. Przynajmniej rodzince zrobilem niespodzianke:))))

Palenque i wodospady 24-26.07.2008


Moim plane w Palenque bylo zobaczenie nastepnych ruin ale...ale jak sie juz wczesniej przekonalem najlepiej po prostu nie planowac.
Ruin nie zobaczylem(zreszta z opowiadan innych wynika ze nic nie stracilem) ale zobaczylem super wodospady. Misol ha(na zdjeciu) byly po rpostu sliczne. Mialy one przejscie za wodospadem ktore prowadzilo do jaskini w ktorej, jest nastepny wodospad. Niestety nie wzialem ze soba zadnej latarki, nic wiec nic nie widzialem oprocz paru nietoperkow gackow ktore probowaly mnie zaatakowac.
Nastepny wodospaad to nie wodospad tylko wysychajaca rzeka Aqua Clara. A nastepny to Agua azul ktury byl dosyc ciekawy i zimny.
Ochlodzilem troszke moje zagrzzane dupsko(chlodzile sie 4 godziny) i przez caly dzien czulem sie jak nowo narodzony w tym upale(45C).

Tikal 22-24.07.2008


Ruiny Tikal sa najwiekszymi zbudowanymi przez Majow. Ruiny sa niesamowite w czesci z powodu otaczajacej ich dzungli oraz dzwieku malp ponad glowami.
Wszyscy turysci powtarzali mi ze nie mam szans obejsc ruin w jeden pelny dzien, wiec przygotowalem sie do wielkiego marszu . Chcialem to zrobic w jeden dzien.
Zaczalem ok 7 rano i od razu ujrzalem mape. No faktycznie wygladaly jaby bylo ich wiele na obszarze ok 20 km kwadratowych-pomyslalem.
Zaczalem troche od ogona bo nie chcialem miec zdjec z turystami. Zapuscilem sie pare razy w dzungle zeby tylko uciekac od tych turystycznych szlakow oraz robilem sobie takie skroty.
Zostalem udziabany przez weza(w buta) prawdopodobnie bardzo jadowity:)))
Z parku udalo mi sie wyjsc zaraz po 12 w poludnie he he. 5 godzin i tyle, nie bylo juz nic do zwiedzania. To jak ci turysci chodza- pomyslalem. Nastepny stop MEXICO.

Lake Atiltan 19-20.07.2008


Jezioro Altitlan jest okreslane mianem najpiekniejszego na tej stronie kuli ziemskiej.
Jest oblezone trzema gigantycznymi wulkanami i to one dodaja tego niesamowitego uroku.
W wioskach nad jeziorem mozna zaobserwowac jak ludzie tu zyli 200-300 lat temu. Kobiety i mezczyzni ubieraja sie w tradycyjne ciuchy, nawet do orania pola. Nie maja pradu i tak sobie tam zyja, nawet jezeli maja swiadomosc ze cywilizacja jest zaraz obok, oni wola bez.

Wulkan Pacaya 18.07.2008


Wulkan Pacaya to najaktywniejszy wulkan Gwatemali. Cieknie z niego lawa dniami i nocami.
Udalo mi sie dostac blisko czubka i zaobserwowac to niezwykle zjawisko.
Lawa!!! Nastepnym razem jak bede mial takie zblizenie z lawa zgine.
Niesamowite przezycie widziec a nawet stapac po tym wulkanie. Momentami bylo bardzo goraco bo przeciez chodzilem po dopiero co zaschnietej lawie, jeszcze z czerwonymi kropeczkami na!!!
Buty mi sie rozkleily, spodnie mi sie przypalily wraz z nosem i rzesami ale to bylo niesamowite.

Antigua 17-21.07.2008


Antigua jest miastem z 35.000 mieszkancow ktorzy zyja glownie z turystow- ktorych jest jak wody po deszczu wlasnie w tym miescie.
W miescie sobie troszku posiedzialem, maly relaksik, poznawanie super ludzi.
Bylem u siebie jak to sie mowi.
Bylo to ostatnie miejsce w Am Srodkowej gdzie jadlem i jadlem i zajadalem sie potem juz nie bylo ciezko bo albo sprzedawali jakies brudne niedopieczone mieso albo po rpostu wygladali brudno. Wiec sobie sam gotowalem jak tylko moglem.

Salwador 14-17.07.2008



Kazdy mi opowiadal ze Salwador jest bardzo niebezpieczny itd.
WIEC TAM POJECHALEM!!!
Byl to chyba jeden z bezpieczniejszych krajow Ameryki Srodkowej. Pomimo tego ze 99% populacji ma bron wszyscy sa bardzo mili i nie maja zamiaru cie skrzywdzic.
Dodatkowym atutem wyprawy w te oto miejsce byla niesamowita historia Ksiedza Oscara Romero ktory stal sie narodowym bohaterem po smierci jaka poniosl w czasie mszy swietej prowadzonej w swojej kapliczce.
Salvador nie jest przygotowany na przyjecie turystow, nie ma ani planow miast ani policji turystycznej ale nadal uwazam ze ten kraj jest prawie w Pierwszym swiecie.
W ten oto sposob odwiedzilem nastepne super miejsce na mojej drodze. Zachaczylem top troche przez przypadek ale powiem tak, gdybym tam nie pojechal nie poznal bym tych niesamowitych i jakze przyjaznych ludzi.

Granada I Leon 11-14.07.2008


Leon jest drugim najwiekszym miastem w Nikaragui po Managui(stolicy).
Nazwe Leon dal Hiszpan Francisco Hernandez de Cordoba. W 2000 roku Leon i Granada zostaly jednym z obiektow ochrony UNESCO.
Ja nie zostalem w tych miastach zbyt dlugo bo mialem juz dosyc tych kolonialnych budynkow. Ile mozna ogladac te koscioly...

Omatepe 09-11.07.2008


Jezioro Nicaragua jest najwiekszym w calej Ameryce Srodkowej. Znajduje sie ono w poludniowej czesci Nikaragui. Na tym wielkim jeziorze znajduje sie najwieksza wyspa srodziemna na swiecie, Isla de Ometepe. Jest to bardzo ciekawy i przyjazny rezerwat przyrody, a raczej cos w tym rodzaju.
Na wyspie spedzilem jedne z najlepszych dni w calej Ameryce Srodkowej. Ludzie byli fantastyczni(farmerzy), pomagali mi za kazdym razem kiedy sie tylko o to zapytalem.
Wyspa Ometepe jest zbudowana przez dwa wulkany znajdujace sie na dwoch krancach wyspy.
Wulkan Concepcion 1600 mnm.-najwyzszy na wyspie oraz Maderas 1340mnm. ktory udalo mi sie zdobyc po dosyc sporym wysilku.
Wspinalkem sie okolo 3 h po blocie, zaufajcie mi nie bylo to takie latwe. Mialem pare zatarc na kolanach troszke krwi i tyle ale 2 lata temu ludzie zgineli na tym szlaku.
Do Panamy zajechalem nie bez powodu. Mamy tam przeciez jeden z najwazniejszych okregow tranzytowych na swiecie. Mam na mysli Kanal Panamski. Statki ktore widzicie na zdjeciu u gory zaplacily za przeplyniecie po kanale okolo 400.000 dolarow razem:)
Nie zle nie??
Kazdy statek ktory przeplywa musi zaplacic odpowiednia do wagi statku. Slyszalem ze najwiecej w historii zaplacil jakis wielki cruiser pasazerski, ponad 500 tys dol. a najmniej Anglik krory przeplynalcaly kanal w plaw i bylo to okolo 50 centow.
Teraz kanal przechodzi przebudowe, jest poszerzany. 200 mln $, tyle rzad Panamski bedzie musial wywalic na przebudowe i zajmie im to nastepne 4 lata.

Sunday, July 6, 2008

5 dniowa przeprawa do Panamy!!!!!!! RAJ 02-06.07.2008






Po zbyt dlugim pobycie w Cartagenie udalo mi sie zlapac transport(jachcik) do Panamy:)))))))))
Okazalo sie ze jest tylko jeden kapitan a zeby byc w Panamie na czas musi sterowac rowniez w nocy wiec...powiedzialem mu ze jestem starnikiem(nie zapytal sie o dokladny stopien) wiec moglem bez wiekszych problemow zasiac za sterem puieknej 15 metrowej zaglowki wartej okolo 80 000$$$$.
Moje nastepne mazenie sie spelnilo, bylem(przez dlozszy czas) kapitanem tego statku.
Sterowalem w nocy, w czasie najwiekszego sztormu jaki w zyciu widzialem, a widzialem juz duze.
Blyskawice strzelaly, walilo doslownie obok lodzi i o maly wlos to sie nie zesralem jak raz tak nagle pierdnelo:)))))))))) To bylo po prostu niesamowite. Trzeba zauwazyc ze kazdy(bo bylo tam okolo 8 innych turystow)zygal gdzie popadnie tak dudnilo falami i jachtem:)
Ja nie zygalem, zero choroby morskiej.
Teraz juz wiem ze jestem stworzony zeby zyc na morzu;)





Po okolo 2 dniach zeglugi(bez przerwy) doplynelismy do raju. Wyspy San Blas sa najsliczniejszymi wyspami jakie w zyciu widzialem. Nie wiem zakochalem sie. Kiedy tam doplynelismy nikt nic nie powiedzial nawet slowka przez co najmniej godzine, takie wrazenie.

Niesamowite wrazenie wywarlo na mnie rowniez plemie india zyjacych na tych wyspach. Nazywaja sie Kuna Yala. Rzad Panamski i UNESCO pozwalaja im miec ich wlasny rzad i system zycia, dzieki czemu moga utrzymac swoja kulture bez zadnych przeszkod. Maja proste zasady jesli chodzi o przybyszy z ¨obcego¨ ladu. Nikt nie moze zostac na wyspach, nawet jesli laska zakocha sie w kolesiu z(powiecmy) USA albo odwrotnie to nie ma zadnych szans na pozostanie tam.

Archipelag San Blas liczy sobie okolo 365 wysp z czego okolo polowa jest zamieszkala ale...
Kiedy mowie zamieszkala mam na mysli maksymalnie jedna rodzine Kuna na wyspie i tyle. I tak sobie tam zyja:)




Wind Surfer to nazwa naszej lodzi. W nocy kiedy spalismy na wyspach moglismy ogladac kazda gwiazdke na niebie. Ja widzialem w ciagu 10 min jakies 15 spadajcych gwiazdek.
Woda na San Blas jest tak jak kazdy wyobrazal sobie Karaiby:)- a nawet lepiej.
W ostatni dzien mialem niezle nurkowanko z niesamowita iloscia cudownych rybek, tego sie po prostu nie da opisac...

Sunday, June 29, 2008

Cartagena 25.06-02.07.2008


Po meczacym trekingu po dzunglii w Tyrona, dostalem sie do najbrdziej romantycznego miasta Am. Pol.
CARTAGENA
Powiem tak, miasto samo w sobie jest super tylko gdzie sie nie popatrzysz a tam dziwki.
One sa tu wszedzie, i chyba wlasnie dlarego jest to naj najbardziej romantyczne miasto w AP hehe
Maisto nalezy do bardzo drogich a ja musze czekac pare dni na transport do Panamy, chcem to zrobic jachtem.
Cartagena jest miejscem bardzo historycznym i nawet dzisiaj mozemy zobaczyc pozostalosci po fortecy z przed 300 lat. Te sloczne miasteczko jest otoczone murami i zamkami(na zdj jeden z nich).
Jeszcze pare dni i spadam do Ameryki Centralnej-nie moge sie doczekac(Ameryka Centralna jest duzo biedniejsza od AP i tym samym bardziej niebezpieczna:))

Friday, June 27, 2008

Parque Nacional Tyrona 23-24.06.2008


Dobra!!!
Po 2 dniowym pobycie w turystycznej i drogiej wiosce Taganga wybralem sie do¨jeszcze bardziej pelnego turystow¨ miejsca. Park Narodowy Tyrona to jedna z perl karaibow.
Taki zaginiony raj(szczegulnie mozna to poczuc o 6 rano, kiedy wszyscy spia).
Dziewczyny na Karaibach po prostu mnie zafascynowaly, takie sliczne.
Caly park to okolo 300 hektarow ciagnacych sie wzdloz brzegu morza Karaibskiego.
Ja mialem dosyc hardcorovy treking po Dzunglii na drugi dzien, tak sie pocilem idac pod gorke z moim 25 kilowy plecakiem po tej dzunglii ze moglem wycisnac pot z mojego T shirta:)
Bylo ostro i naprawde dzungla mnie zafascynowala, ta jest inna niz amazonia, mozna poczuc taka mistyczna atmosfere indian Tyrona. Ja sam widzialem jedna rodzinke, nic nie mowia po Hiszpansku ale dali mi sie napic czegos z cokrem, bo wlasnie tego poptrzebowalem po 3 godzinach ¨spacerku¨ po puszczy. Tam nie bylo turystow wiec udalo mi sie troszku uciec od cywilizacji na chwilke;)

Taganga & Santa Marta 21-25.06.2008


Z bogoty zlapalem nocny autobus na:)))))))))))))))))))))))))))))))))))))KARAIBY.
Trafilem do malutkiej wioski rybackiej nazywanej Taganga.
Taganga jest teraz rajem plecakowiczow, gdzie nie popatrzysz tam mnostwo turystow ale co zrobisz, przecierz wszystkich nie wybijesz;)
Taganga okazala sie spoko a karaiby???
10 lat temu siedza i ogladajac jeden z programow typu Discovery, pokazywali oni w tym momencie jakis podronikow na karaibach i juz wtedy wiedzialem ze tu przyjade, pewnego dnia, nie wiem kiedy ale tak, odwiedze karaiby:)
A teraz juz tu jestem i powiem tak, marzenia sie spelniaja jezeli bardzo tego chcesz i dazysz do tego z cierpliwoscia.

Bogota 15-19.06.2008


KOLUMBIA nie byla w moim planie przejazdu(byla ale na jakies 30%) poniewaz do 1 maja Polacy potrzebowali wizy do tego p`rzepieknego kraju.
Okazalo sie ze szczescie mi dopisalo i moglem wjechac bez zadnych problemow na granicy hehe.
Pierw odwiedzilem Cali- miasto milosci i imprez nastepnie zarokowalem do Bogoty.
Troche sobie inaczej wyobrazalem stolice tego kraju(mniej deszczu, cieplej) ale no coz, niespodzianki sa najlepsze.
Kolumbijczycy to chyba najmilsi ludzie na swiecie, nawet brutalna historia tego kraju nie zniszczyla sposobu myslenia tych ludzi. Kolumbijskie laski to chyba najladniejsze dziewczyny na swiecie, spotkalem sie z paroma, poszlismy na impreze i te ruchy mhym---. SALSA
Podczas podrozy po Kolumbii zolnierze ktorych jest tu masa(stoja wszedzie z kalasznikowami i sprawdzaja kazdy autobus czy nie ma narkotykow czy broni) zatrzymali mnie wycelowali pistolet i kazali dac paszport a ja prawie sie zesralem jak ten klient celowal mi w banke ale no coz, taka ich praca.:))
KOCHAM KOLUMBIE

Quito 10-14.06.2008


Po dwoch ciezkich dniach w drodze i paru nie przespanych nocy(z powodu bezpieczenstwa)
dojechalem do Quito. Quito to przemile miasto z niesamowitym klimatem oraz bardzo milymi ludzmi.
Wszyscy mi mowili ze tam tak niebezpiecznie itd. a ja ok 11 w nocy wracalem przez ciemne alejki z imprezy i nic a nawet taxowkarz dal mi prawie darmowy transport. Ale nie jest tak zle jak kazdy mowi. Najgorsze sa deszcze kazdego popoludnia, zawsze okolo 17 zaczyna padac hehe.
Niestety Quito to jedyne miejsce jakie odwiedzilem w Ekwadorze, nie moglem tam zostac. Musialem jechac dalej do ...
KOLUMBII
yeeeeeeeeeeeeeeeeeeeepaaaaaaaaaaaaaa

Parque Nacional Huaskaran 03-05.06.2008


Dobra znowu wracam do pisania po ciezkiej chorobie(Spedzilem dwa dni w lozku:))))
Z Huaraz dostalem sie do pobliskiego i jakze slawnego wsrod innych turystow Parku Narodowego Huaskaran.
Widoki jak z bajki niesamowici ludzie i przerozne smieszne sytuacje to wlasnie spotkalo mnie w tym przepieknym miejscu. Nawet pomimo faktu ze zginela mi kuchenka gazowa z pod namiotu i nie mialem nic dobrego i cieplego(procz Snicersa) do jedzenia.
Jakos przezylem ten treking(trek nazywa sie Santa Cruz cirquito) ale po 4 dniach podrozy i nie za dobrego spania, glodny jak pies(stracilem okolo4 kilo) zachorowalem.
No coz takie zycie niee, nic za darmo. W 4 dni przeszedlem okolo 60 km(duzo pod gorke).
Na jednym z kempingow rozbilem sie obok pary z Polski ale jakos nie bylo z nimi o czym gadac, jacys skomplikowani ci wszyscy ludzie. Zamiast Polakow porzyczylem kuchenke od Peruwianek.
Treking jak dotychczas chyba najtrudniejszy jaki mialem(glownie z powodu amania).




Na pierwszy dzien spaceru wybralem sie do Laguny 69(na zdjeciu). Nie przypominala mi slawnej pozycji z kamasutry ale kolor po prostu zachwycal, szczegulnie na tle bialych szesciotysiecznikow na okolo.
Drugi dzien byl chyba najgorszy bo trza bylo sie wdrapac z 2 500 m na 4 900 ale jakos sie udalo.
Po 4 dniach w parku musialem spadac i szczeze szkoda bylo ze nie zostalem dluzej, no coz prawdopodobnie wycienczenie organizmu wzielo gore nad tymi widokami.

Monday, June 2, 2008

Huaraz 01-03.06.2008


Po nastepnym nocny autobusie znalezlismy sie w Huaraz, stolicy przeslicznej Cordyliery Blanci.
Zobaczymy czy ona taka sliczna. Jutro stawie czola tym wysokim na 6000 m gorom.
Huaraz jest czyms w rodzaju stolicy sportow ekstremalnych w Peru.
Pochodzilem sobie po tym przytulnym miasteczku poobserwowalem ludzi na Plaza de Armas(u gory) I jadlem pyszniutkie i taniutkie jedzenie z ulicy, z rynku.

Lima 31.05.2008


W Limie wyladowalem bo musialem ale...
Okazalo sie ze stolica Peru nie taka straszna, pomimo tego ze bylismy tam tylko pare godzin przesiadkom udalo nam sie zobaczyc centrum i osobiscie bardzo mi sie podobalo.
Bardzo zrelaksowane, ludzie sie nigdzie nie spiesza, bardzo zywa Plaza de Armas.
Akurat trafilismy na zmiane zolniezy przy jakims narodowym budynku.
Pokrecilem sie po miscie pogadalem z paroma laskami wymiana adresow i na autobus:))
Trzeba opuscic ta piekna i jeszcze nie do konca poznana stolice.

Cuzco i Machupicchu 24-30.05.2008





Po Areqipie przyszedl czas na niepisana stolice Ameryki Lacinskiej- Cuzco.
Cuzco bylo sekretnym miastem Inkow. Teraz nadal mozna tam podziwiac bogata historie tej nietypowej nacji. Jak bys popatrzyl z gory na Cuzco mozna (nadal) zauwazyc ze ma ksztalt Pumy.
Ciekawe pomysly mieli ci Inkowie.(Jedna z dzielnic Cuzco).
Hiszpanie znalezli Cuzco dzieki przekupiniu swojej marionetki, ostatniego Krola Inkow.
Inkowie walczyli o to miasto do ostatniej krwi-dieci,kobiety, staruszki, po prostu wszyscy. Niestety nikt nie ma szans wygrac wojny majac w reku oszczep albo topor, Hiszpanie mieli juz bron palna. Jak bym byl Hiszpanem to bym tu nie przyjezdzal, Peruwianczycy za nimi nie przepadaja, zreszta cala Ameryka Poludniowa ich nie cierpi. Z drugiej strony jak mozna byc dumnym z takiej historii, bo Hiszpanie sa.




Wykupilismy zorganizowany tour do Machupicchu (4 dni), bo niestety jest nielegalne zeby isc bez Przewodnika. Droga byla bardzo ladna lecz mozolna. Tak to jest jak sie podrozuje w grupie za czym szczeze nie przepadam. Naszym przewodnikiem byl Diego, smieszny Peruwianczyk ktory mial wszystko w dupie, grupa go wogule nie interesowala. Ja tam sie nie interesowalem bo i tak bylem na przodzie stawki przez cala droge, wyprzedzajac nawet Diego. Najsmieszniejsze jest to ze czasami ten baran musial mnie sluchac:))



Po 3 dniach delikatnego trekingu dostalismy sie do Aquas Calientes. Jest to resort zaraz obok Gory Machupicchu. Przespalismy sie tam i juz o 4 00 zaczelismy sie wspinac aby zdazyc na wschod slonca. Wielu ludzi wybralo wycieczke busem ale ja to nie ja jak nie boli:))Po wejsciu wszyscy mielismy ta satysfakcje ze jestesmy pierwsi w tym inkaskim swiecie ale...
Zaraz za nami jakies trzy busy sie pojawily i wysadzily turystow. Turysci poszli prosto do bramy i czekali w kolejce to mnie tak zdenerwowalo ze takie barany moga sobie stac w kolejce pierwsi pomimo tego ze to ja Grzes, bylem tam pierwszy. Wepchalem sie napyskowalem jakims paskudnym amerykancom i juz. Ja nie przegrywam...





Dobra!!! Jestem w Machupicchu z 2000 innych turystow. Posluchalem co mial do powiedzenia nasz nowy przewodnik. Poopowiadal nam o Inkach i ich obyczajach pomscil sie troszke na Hiszpance z naszej grupy innymi opowiesciami jak to Hiszpanie zabijali Inkow.
Okazalo sie ze Machupicchu nie bylo miastem, bylo czyms w rodzaju Uniwersytetem dla elity.
O tym sekretnym miescie wiedzieli tylko krolowie i wysoko postawieni zakonnicy. Hiszpanie nigdy nie znalezli tego miejsca, w 1911 roku znalazl to amerykaniec. Ktory nie za bardzo wiedzial co mowi(jak to amerykaniec) i napisal ksiazke o sekretnym miescie Inkow Machupicchu ale ...
Mylil sie, skeretne miejsce to miejsce o ktorym wiedziala tylko jedna osoba sam wladca, syn slonca, wodz Inkow. Sekretne miejsce lezy gdzies tam w dzunglii, gleboko, tam gdzie Hiszpanie nie mogli juz dojsc. Sekretne miejsce to miejsce gdzie w okolo 1500 roku Inkowie (a raczej to co po nich zostalo) uciekli.



Oto zdjecie z ujeciem calego Machupicchu z drugiej strony. Zdjecie zrobione z WynaPicchu.
Machupicchu w jezyku Qechua(jezyk jakim poslugiwali sie Inkowie)oznacza duza gore a Wynapicchu mala gore. Daleku w Amazonii nadal znajduja sie wioski poslugujace sie jezykiem Qechua, mowia oni o sobie ze sa potomkami Inkow i chca zyc jak najdalej sie da od cywilizacji.
Chcialbym kiedys zyc w takim miejscu z daleka od problemow cywilizacyjnych i tego przekletego smogu ktorego jest mnostwo w Ameryce Lacinskiej.
Pozdrawiam

Kanion Colca 21-23.05.2008



Drugi pod wzgledem glebokosci kanion na swiecie to wlasnie wyzej wspomniany Kanion de Colca(pierwy lezy zaraz obok Colca i jest bagatela 100 metrow glebszy).
Tej nocy nie spalismy bo juz o 1 w nocy zlapalismy bus do wioski zaraz obok kanionu nazywanej Cobanaconde. Podroz byla dosyc nietypowa, nawet o tak poznej porze mnostwo ludzi czekalo na autobus na srodku drogi, posrodku pustyni bo lasnie przez pustynie trza sie przedzec aby tam dojechac.
Moglem podgladnac jak ci ludzie wygladaja co robia jak sie ubieraja, czasami ktos wniosl kurczaka albo cos. hehe.
Okolo 6:30 wyladowalismy w Cobanaconde, zjedlismy sniadanie i juz do kanionu ktory jest zaraz obok:)).
Niestety obralismy nie ta droge ktora chcielismy, bo prosto do oazy w ktorej bedziemy dzisiaj spac. ale no coz...
Po dojsciu do oazy zajelismy jedna z pobliskich chatek i ja skoczylem zobaczyc pobliskie wioski znajdujace sie w kanionie, nie ma tam samochodow tylko osiolki ktore codziennie musza tyrac w gore jakie 1500 metrow po prostej scianie aby przyniesc amanie do pobliskich wiosek.





Doszlem do wiosek jak Malata czy Cosmirhua. Podgladnalem jak prosto zyja ci ludzie i czym sie zajmuja bo jak nie ma samochodow to i problemow brak jak to ktos mi powiedzial. Pogadalem troszku z miejscowymi i z powrotem, a slonce tak dusilo ze nie dawalo sie wytrzymac. Mnostwo ludzi oferowalo mi pomoc za kaske oczywiscie w podejsciu na gorna czesc kanionu jutro, ale ja nie potrzebuje biednego osiolka zeby niosl mi bagaz, wiec powtarzalem tym kolesiom ze ja z Polski a ludzie z Polski nie potrzebuja pomocy w takich sprawach.


Noc w Oazie tez byla super, poplywalem w basenie zjadlem dobra kolacje, poznalem innych plecakowiczow z ktorymi wymienilismy sie doswadczeniami. Byl plan zeby z rana okolo 4 sie obudzic i zmykac do gory puki slonce nie smarzy bo tutaj slonce zaczyna grzac o 8:00, ale plan jest po to zeby sie go NIE trzymac wiec wstalismy o 6:30. Po 2 i pol godzinach wspinaczki doszlismy do samego czubka tego magicznego miejsca. Zlapalismy autobus z powrotem do Arequipy i tu niespodzianka, w autobusie mielismy milego goscia, mlodziudka alpaka, sliczne zwierzatko.(wioska Malata u gory)

Arequipa 20-21.05.2008


Arequipa okazala sie super miejsce(pierwsze miasto jakie odwiedzilismy w Peru).
Trafilismy do hostelu Home Sweet Home(domek slodki domek) pochodzilismy po miescie, ja zmiazdzylem sobie palca u nogi o jakis kamien ktorego nie widzialem.
Zaszlismy jak zawsze na glowny plac-Plaza de Armas(u gory) ktory okazal sie bardzo zywy i szczesliwy.
Nastepnie pozbieralismy info. na temat znajdujacego sie ok 160 km dalej Kanionu de Colca.
W Arequpia jest mnostwo agencji ktore organizuja wycieczki do Kanionu. Ludzie z agencji powtarzali mi ze nie ma szans na treking samemu, bez guide. Ale jezeli ktos mnie dobrze zna to wie ze dla mnie nie ma rzeczy niemozliwych i poszlem sobie sam bez zadnego obiboka:))

Yampupata trek i Wyspa Slonca18-19.05.2008



Z samego rana zdecydowalem sie zrobic maly treking (bo 17 km) do wioski polozonej najblizej Wyspy Slonca jak sie tylko da. Po drodze moglismy zaobserwowac ludzi przebranycz w tradycyjne stroje oraz ludzi pracujacych w polu(nawet w Niedziele). Wszyscy byli niezmiernie mili i przyjaznie nastawieni. Po ok 2-2,5 h doszlismy do Yampupata. Znalezlismy rybaka i ztargowalismy super cene za wynajecie lodzi wioslowej.

Zabralem sie do wioslowania a dziadek tylko siedzial stylu i myslal. Bylo ciezko ale przewioslowalem Jezioro Titicaca ha ha. Zajelo mi to ok 25 min. a dystans nie byl maly powiem wam. Spelnilem jedno z moich glebokich mazen plynalem(wlasnymi silami) po najwyzej polozonym nawigacijnym jeziorze swiata:)).Respecta Grzes!!!!!!!!!!!!!!



Isla de Sol bo tak ja nazywaja tutejsi okazala sie tyraniem pod gorke przez wiekszosc czasu a ja z wielkim plecakiem tam sie meczylem. Wyspa nie ma nic specjalnego do zaoferowania z wyjatkiem ludzi ktorzy chca z ciebie zebrac cala kase jaka masz i paru Inkaskich ruin ktore i tak sa w makabrycznym stanie. Ja osobiscie polubilem ta druga mniej turystyczna czesc wyspy z przeslicznymi zatoczkami i niesamowitym zachodem slonca w wiosce Challapampa(na zdjeciu). W ktorej spedzilem noc i mialem jedno z najlepszych kolacji w Ameryce Poludniowej(pstrag w czosnku z warzywkami i ryzemmhym). Trza przypomniec ze okreg Titicaca jest najwiekszym producentem(jezeli mozna to tak nazwac) pstraga w calej Ameryce Lacinskiej.



Tak wyglada tradycyjny ubior na Wyspie Slonca. Osobiscie uwielbiam te kapelusze sa supa. Wracajac do Copacabany(juz lodzia motorowa) z mnostwem innych turystow(glownie niemcow) podejrzalem mecz pilki noznej Bolivijskiej kobiecej druzyny:)) To bylo super widziec jak kobiety 20-40 bawily sie niesamowicie dobrze grajac w swoich tradycyjnych strojach.

Pozdrawiam

Copacabana 17-18.05.2008


Ucieklismy z La Paz yesssss:))
Copacabana to nie jest plaza w Rio De Janeiro ale miasteczko a raczej kurort zaraz obok jeziora Titicaca. Titicaca jest najwyzej polozonym jeziorem zeglowym swiata.
Miasteczko jest spoko, troche drogie(jak na Bolivie) ale da sie przezyc. Na kazdej ulicy jest tutaj rynek. Kobiety w tradycyjnych kolorowych strojach sprzedaja wszystko co tylko mozna sprzedac. Nastepny stop to wyspa slonca. Inkaska kraina:))

La Paz i Droga Smierci 09-17.05.2008



Nie bede dlugo pisal o nie pisanej (prawdziwa jest Sucre) stolicy Bolivii.
Przjezdzajac tu myslalem ze kazdy bedzie chcial mnie obrobic wszyscy beda mieli bron i ludzie beda niesamowicie niemili.
Nic bardziej mylnego kochani jest to najlepsze duze miasto w Ameryce Poludniowej w jakim dotychczas bylem, jest rowniez niesamowicie czyste.
Wtym miescie trafilismy do Irlandzkiego Hostelu i niestety zostalismy w nim ok 8 dni(jakies 7 dni za dlugo).
Powiem tak maja tu najlepsze imprezy w calej Ameryce Lacinskiej.




Droga Smierci, jest to nastepne wyzwanie jaki podjalem w La Paz a raczej zaraz obok.
Te miejsce nie bez powodu nazywane jest droga smierci. Statystyki mowia o 120 ofiarach rocznie ale ja osobiscie uwazam ze jest wiecej. Teraz wszystkie statystyki ida w dol bo Boliwijczycy wybudowali normalna droge, troszke bezpieczniejsza. Ja z pustym zoladkiem i sraka jakiej nie mialem wczesniej w zyciu podjalem decyzje podbicia tejdrogi i...

prawie poleglem:))




Prawie na koncu tej strasznej drogi mialem kolizje z ... samym soba:). Nie podolalem na zakrecie, przycisnalem hamulce troszku mocnie i przelecialem przez przednie kolko, szczescie i doswiadczenie w spadaniu z takich niebezpiecznych przedmiotow jak rower i skateboard pozwolily mi wyjsc calo i bez szwanku z tej opresji ale Niemiec ktory jechal zaraz za mna(scigalismy sie a ja niemcowi wygrac nie dam chocby nie wiem co) uderzyl w tylne kolo mojego roweru i mial delikatnie pochlastany pysk:))



Ta droga pozostanie mi w pamieci(i temu niemcowi) przez dlugi czas.Byly momenty ze w 90%
ryzykowalem moim zyciem:))
Ogulnie ta przepasc zaraz obok nas to okolo 400 metrow w dol:))
Pozdro

Saturday, May 10, 2008

Salar De Uyuni 06-08.05.2008





Po pustyni i San Pedro nadszedl czas na cos na co czekalem od miesiaca.
3 dniowa eskapada po najwiekszej pustyni solnej na swiecie. Mielismy kierowce, kucharke i jeep:)
Bylo nas 6 cioro- para z Korei Lee i Kim, para z Irlandji(z Dublina) Sean i kurcze nie pamietam imienia:)) oraz ja i Dave.
W pierwszy dzien mielismy pare ciekawych lagunek do zobaczenia i wody termalne.
Jak dotarlismy do miejsca gdzie bedziemy dzisiaj spali od razu poszlem oblukac wszystko na okolo. Okazalo sie ze bedziemy spali na wysokosci 4570m npm. Wielu ludzi dostaje choroby wysokosciowej ale mi sie udalo. Ciezko bylo oddychac ale jakos sie wspialem na pare pagurkow i bylem tam sam, zmarzlem ale widzialem co chcialem. Ogulnie oplacilo sie bo te widoki sa po prostu piekne. Laguna Colorada(zdjecie u gory) okazala sie najslicznieszym miejscem jakie widzialem w ciagu tej 3 dniowej eskapady. Bylem Tam sam i po prostu az lezka sie zakrecila jak na to patrzylem taki szczesliwy bylem:))
W pierwsza noc nie moglismy spac(nikt) ciezko bylo oddychac ale jakos przezylismy.





Na drugi dzien zmarznieci, z ustami jak kaktusy zjedlismy sniadanko, zobaczylismy wschod slonca nad Laguna Colorada i w droge jeepem po pustyni. Dzisiaj mamy duzo do przejechania wiec kierowca sie troszke spieszyl ale to i dobrze. Pare dni przed naszya podroza jeepem byl tam na pustyni wielki wypadek, 2 jeepy zderzyly sie i 13 osob zginelo. Slyszalem ze grali w kurczaka(chyba wiecie co to znaczy??)Zderzenie czolowe-glupole.
Jak zaczalem sie pytac naszego kierowcy to glupio mu bylo sklamac ale on to nazwal przeznaczenie. Koniec zlych informacji wracamy do wycieczki. Drugi dzien nie byl az tak niesamowity jak pierwszy ale i tak bylo super. Arbol de Piedra(na zdjeciu u gory) byl pierwszym stopem nastepnie smaczny obiadek nad laguna Chiarkotaz wulkanem obok. Przy obiedzie towarzyszyla nam rodzinka liskow dalismy im troszku amu. Ta noc spedzilismy w Hotelu Solnym. Bylo super, wszystko bylo zbudowane z soli.





Druga nocka byla super, cieplo dobre amu i wogle atmosfera. Na 3 (ostatni) dzien musielismy wstac ok 4:30 rano. bo kierowca chce nas zabrac na wschod slonca na Salar a wlasciwie na Isla de Pescado(tlumaczenie wyspa rybna). Byl to super pomysl bo po 20 min wspinania sie na najwyzszy szczyt wyspy mozna bylo zobaczyc 360 stopni na okolo pustyni solnej. Bylo super, czegos takiego jeszcze nigdy nie widzialem. To wyglada jak snieg ale to jest sol. Bialo wszedzie.
Bardzo mi sie podobalo, mielismy sniadanko przy wyspie, moglismy podglandac jak ci biedni ludzie zyja na tym malutkim skrawku ziemi po srodku pustyni. Ale wygladali szczesliwie.
Podczas nasazego ostatniego dnia mielismy okazje podgladnac jak bolivijczycy wydobywaja sol z pustyni, przeczyszczaja i sprzedaja(1$ za kilogram) drogo nie:)).
Okolo 13.00 skonczylismy nasza wyprawe w miateczku bez drog asfaltowych Uyuni.
Nasza 3 dniowa podroz okazala sie najlepsza jak mozna miec z tradycyjnym jedzonkiem(mamine zupy) tak tesknilem za takim domowym jedzonkiem. Mielismy super grupe i super kierowce, co prawda ciezko bylo nam sie komunikowac z kierowca(ja bylem jesyna osoba ktora cos tam rozumiala) ale jakos na sie udalo.



Nasza grupa


Pustynia Atacama 04-06.05.2008






Hey moje urodziny w polowie spedzilem w autobusie a druga na pustyni, he hej.
San Pedro de Atacama jest to malutka wioska a raczej oaza posrodku jednej z najsuchszych pustyn na swiecie. Podobala mi sie atmosfera w miescie. Wszyscy sie znaja usmiechaja sie do siebie, wyluzowani. Oczywiscie kazdy wyobraza sobie pustynie jako zwaly piasku , nic bardziej blednego. Na tej pustyni pomimo braku wody istnieje zycie, sa tam rowniez gory, skaly oraz gejzery(wylacznie na wysokosci 4500 m npm)- zdjecie u gory to wlasnie najwyzej polozone gejzery na swiecie, gejzery El Tatio i wschod slonca.

Temperatura powietrza wynosila ok -15C a ja spryciarz:)) poszlem sobie poplywac w cieplutkiej wodzie(nikt nie chcial plywac). Bylo cierzko wyjsc z wody ale jakos sie uporalem z tym problemem biegajac jak wsciekly dzik na okolo gejzerow pol nagi:)))

Na tej wysokosci temperatura wrzacej wody wynosi okolo85C wiec kazdy z nas(mielismy ok 8 turystow w grupie) chcial to sprawdzic hehe wkladalismy rece wszedzie ale jakos sie nie poparzylismy:))


Po poludniu wrucilismy do San Pedro zjedlismy i poszlismy na nastepna wyprawe. Celem tej wyprawy byl zachod slonca w Dolinie ksiezycowej(Valle De La Luna).
Mielismy spoko grupe (tylko 4 osoby). Zachod slonca byl super widzielismy lamy, alpaki i inne.
Widzielismy rowniez liska(po hiszpansku zorro) ludzie z pustyni, nazywani Atacamenios maja swoja legende o kondorze i lisku ale to opowiem wam juz innym razem.
Atacama byla czyms innym nie tylko zwykla pustynia gdzie ¨nic nie ma¨ jak to niektorzy ludzie powiadaja byla czyms czego jak to powidaja nie mozna powiedziec slowami ani pokazac na zdjeciu. Te przesliczne niebo w nocy widac po prostu wszystkie galaktyki ten obraz bede mial w mojej glowie przez dlugi czas. Sa to chwile o ktorych wielu marzy zeby zobaczyc, to bylo niesamowite. Te niebo w nocy, te gwiazdki byly jednym z najlepszych prezentow jakie mialem na moje urodziny.

Podroz do Tilcara 02.05.2008


W salcie bylismy ok 4 dni ale nie bylo szans na proznowanie:))-
W piatek wynajelismy samochod z laskami(Izraelka i Angielka).
To bylo straszne te narzekanie¨zimno, piecze, boli a po co¨. Tragedia, jestem niesamowicie szczesliwy ze nie musze podrozowac z laskami bo to sa primadonny.
No dobra koniec narzekania pojezdzilismy po okolicznych wioskach, ja kupilem sobie sweterek z alpaki(jest to pochodna lamy). Widzielismy mnostwo gigantycznych kaktusow oraz ruiny Majow.
Ogulnie super wyprawa, kraiobraz sie niesamowicie zmienial kiedy tak jechalismy samochodem.
Przejechalismy ok 400 km w jeden dzien.
No dobra czas na Atacame, pustynia:))
Wlasnie ta spedze moje urodziny, na pustyni:))

Friday, May 9, 2008

Salta 30.04-04.05.2008

Witam Ponownie.
Tym razem wyladowalem w Salcie.
Bylo ciekawie.
Ludzie tutaj troszku inaczej wygladaja.
Wszystko jest inne, ludzie, budynki, ubrania. Ogulnie spoko. Przez 4 dni nie zrobilismy nic znaczacego, wynajelismy samochod i pojezdzilismy po okolicznych wioskach.
Ale to w nastepnym artykule.

Saturday, May 3, 2008

Wodospady Iguazu 27-29.04.2008

To ja nad nad Diabelska Gardziela, ponad 150 metrowy wodospad



Po ponad 18 h jazdy autobusem dojechalismy do tego magicznego miejsca o ktorym wszyscy mowia.
Sa to jedne z najwiekszych wodospadow w Ameryce Poludniowej.Sa one polozone na granicy Argentynsko, Brazylijsko Paragwajskiej, czy cos takiego:))))))))))))
Juz w pierwszy dzien pobytu zwiedzilismy wodospady po stronie Brazylijskiej i jak zawsze z Brazolami bylo tam zero organizacji.
Strona Brazylijska byla cudowna ale juz nie moglem sie doczekac strony Argentynskiej.
Na drugi dzien spedzilismy caly dzien koczujac w tym cudownym miejscu.
Te doliny z wodospadami wygladaly czasami jak zaginiony swiat i wlasnie tak sie czasami czulem.
Bylo super.
Powiem tak, zdjecia nie pokaza nawet o drobiny tego co ja wdzialem.
Czasami jak czlowiek zapomni ze ma na okolo siebie ok. 1000 turystow mozna sobie wyobrazic ze jest sie juz w niebie, te kolorowe tencze za raz obok wodospadow i ten dzwiek, jak ze relaksujacy ale jakze zabojczy rowniez.


Zrob zoom


Wykupilem sobie przejazdzke motorowka po rzece do kturej wpadaja wodospady.
Okazalo sie ze nie jest to taka zwykla przejazdzka. My po prostu wplynelismy pod te tony wody hahahaha. To bylo dobre, ludzie zpanikowali, krzyczeli a ja, w jakis dziwny sposob zrelaksowany i niesamowicie zadowolony siedzialem tam na samym poczatku motorowki i sie smialem sam do siebie. Dla mnie po prostu bomba.
Przemoczony ale jakze szczesliwy wrocilem na szlak.
I tyle z wodospadow.

Rosario 24-26.04.2008


Przyjechalismy do Rosario troche przypadkiem.
Aby dostac sie do Iguazu musimy miec gdzies przesiadke. Wylosowalismy wlasnie to przepiekne male miasteczko.
Okazalo sie ze jest to stolica slicznych lasek. Szczeze mowiac ah te Argentynki. One wygladaja naprawde super.
Miasteczko ma nawet ciekawa architekture, mozna pochodzic pozwiedzac ale jesli o zwiedzanie chodzi to nie jest to powod przyjazdu do Rosario dla wiekszosci podroznych.
Zostalismy tu troszke dluzej niz planowalismy. I bylo warto, poznalismy mnostwo ciekawych ludzi i mielismy pare ciekawych sytuacji.