
Po prawie 5 miesiacach, ponad 400 godzinach spedzonych w autobusach i innych naziemnych srodkach transportu i przejechanych ponad 16 tysiacach kilowetrow udaklo mi sie dotrzec do konca wyprawy po Ameryce Lacinskiej i Nowej Zelandji. Udalo mi sie skonczyc wyprawe z Ushuaia do Mexico City bez uzywania samolotu- co nie bylo latwe.
Dawno nie czulem takiej satysfakcji. Mexico City okazalo sie bardzo przyjaznym i slicznym miastem. Nie patrzalem na to miasto jak na inne wielkie molochy w Am. Pol. widzialem je jako nowy etap w mojej podrozy, z daleka wygladalo tak groznie ale z bliska okazalo sie stateczne i pelne pomocnej policji.
Niestety nie moglem tam zostac zbyt dlugo bo... okazalo sie ze nie ma tam miejsca do spania. Wszystko zajete albo za drogie wiec podjalem decyzje wylotu w ten sam dzien co przyjechalem.
Udalo mi sie wszystko zalatwic na ostatnia chwile wiec nie mialem nawet czasu nikogo zawiadomic ze przyjade 2 dni wczesniej. Przynajmniej rodzince zrobilem niespodzianke:))))

No comments:
Post a Comment