

Doszlem do wiosek jak Malata czy Cosmirhua. Podgladnalem jak prosto zyja ci ludzie i czym sie zajmuja bo jak nie ma samochodow to i problemow brak jak to ktos mi powiedzial. Pogadalem troszku z miejscowymi i z powrotem, a slonce tak dusilo ze nie dawalo sie wytrzymac. Mnostwo ludzi oferowalo mi pomoc za kaske oczywiscie w podejsciu na gorna czesc kanionu jutro, ale ja nie potrzebuje biednego osiolka zeby niosl mi bagaz, wiec powtarzalem tym kolesiom ze ja z Polski a ludzie z Polski nie potrzebuja pomocy w takich sprawach.

Noc w Oazie tez byla super, poplywalem w basenie zjadlem dobra kolacje, poznalem innych plecakowiczow z ktorymi wymienilismy sie doswadczeniami. Byl plan zeby z rana okolo 4 sie obudzic i zmykac do gory puki slonce nie smarzy bo tutaj slonce zaczyna grzac o 8:00, ale plan jest po to zeby sie go NIE trzymac wiec wstalismy o 6:30. Po 2 i pol godzinach wspinaczki doszlismy do samego czubka tego magicznego miejsca. Zlapalismy autobus z powrotem do Arequipy i tu niespodzianka, w autobusie mielismy milego goscia, mlodziudka alpaka, sliczne zwierzatko.(wioska Malata u gory)

No comments:
Post a Comment