Friday, June 27, 2008

Parque Nacional Huaskaran 03-05.06.2008


Dobra znowu wracam do pisania po ciezkiej chorobie(Spedzilem dwa dni w lozku:))))
Z Huaraz dostalem sie do pobliskiego i jakze slawnego wsrod innych turystow Parku Narodowego Huaskaran.
Widoki jak z bajki niesamowici ludzie i przerozne smieszne sytuacje to wlasnie spotkalo mnie w tym przepieknym miejscu. Nawet pomimo faktu ze zginela mi kuchenka gazowa z pod namiotu i nie mialem nic dobrego i cieplego(procz Snicersa) do jedzenia.
Jakos przezylem ten treking(trek nazywa sie Santa Cruz cirquito) ale po 4 dniach podrozy i nie za dobrego spania, glodny jak pies(stracilem okolo4 kilo) zachorowalem.
No coz takie zycie niee, nic za darmo. W 4 dni przeszedlem okolo 60 km(duzo pod gorke).
Na jednym z kempingow rozbilem sie obok pary z Polski ale jakos nie bylo z nimi o czym gadac, jacys skomplikowani ci wszyscy ludzie. Zamiast Polakow porzyczylem kuchenke od Peruwianek.
Treking jak dotychczas chyba najtrudniejszy jaki mialem(glownie z powodu amania).




Na pierwszy dzien spaceru wybralem sie do Laguny 69(na zdjeciu). Nie przypominala mi slawnej pozycji z kamasutry ale kolor po prostu zachwycal, szczegulnie na tle bialych szesciotysiecznikow na okolo.
Drugi dzien byl chyba najgorszy bo trza bylo sie wdrapac z 2 500 m na 4 900 ale jakos sie udalo.
Po 4 dniach w parku musialem spadac i szczeze szkoda bylo ze nie zostalem dluzej, no coz prawdopodobnie wycienczenie organizmu wzielo gore nad tymi widokami.

No comments: