Friday, April 25, 2008

Punta Del Diablo 20-23.04.2008


Punta del Daiblo
Przyjechalismy tutaj zeby zapomniec o podrozowaniu na 2 dni, zeby sie calkowicie wyluzowac.
Punta del diablo okazala sie miejscem pusty, czystym i bardzo spokojnym.
Wiekszosc czasu mialem plaze tylko dla siebie i to mnie rozwalalo.
Zrobilismy wielkiego grila (tutaj nazywanego Parrilla) z gigantycznymi stekami jak z brontozaura
nie moglem uwierzyc ze ten steak sie zmiescil w moim zoladku:))
Na drugi dzien po zabawie mialem najweikszego dola od momentu startu mojej podrozy, nie chcialo mi sie z nikim gadac ani nawet ruszac z wyra(nie wypilem duzo)
Po prostu bylem zdolowany, nie wiem moze po prostu ta podroz zaczela mnie wtedy meczyc, ciagla zmiana miejsca¨zamieszkania¨ zmiana klimatu, nie wiem. Na dzien nastepny juz czulem sie duzo lepiej a dzisiaj jestem jak orzel:))
W ostatni dzien mjego pobytu poszlem na plaze i spedzilem tam prawie caly dzien.
Fale byly wielkie wiec zabawa byla przednia rowniez.
Natepnie powrot do Montevideo i bus do Rosario- to miejsce gdzie wlasnie pisze ten post:))
Sa tutaj bardzo ladne laski- mowia ze najlepsze w Argentynie, jezeli to prawda to zazdroszcze im.
Szkoda ze Polki nie sa takie otwarte, mile i wyluzowane. Ja po prostu kocham te Latyno Amerykanki.
Pozdrawiam z Rosario

Montevideo 19-20.04.2008


No Dobra.
Montevideo!!!
Na poczatku bylem bardzo zadowolony ze udalo mi sie wyrwac z tego dymu i Buenos Aires ale...
Niestety w Montevideo znalezlismy nawet wiedcej dymu niz to bylo w Buenos, no coz:)
Podjelismy decyzje ze na dzien nastepny natychmiastowo uciekamy z Montevideo.
Jedziemy na plaze sie zrelaksowac:)) Ale to dopiero jutro. Dzisiaj sprawdzamy co sie dzieje tutaj:))
Montevideo okazalo sie przeslicznym miejscem z taka atmosfera malego miasta.
Wszyscy ludzie byli niesamowicie wyluzowani i zadowoleni.
My tam trafilismy akurat na swieto narodowe wiec mnostwo ludzi po prostu bawilo sie na ulicy. Tanczyli i spiewali. Nawet staruszki ale mam na mysli prawdziwe staruszki mogli sobie potanczyc i pospiewac. Zabawa przednia.
Kocham te latyno amerykanskie ruchy.:))
W srodku miasta znajduje sie obszerna Plaza de Independencja.
Wyglada ciekawie, ludzie moga tam sobie zrobic piknik, zrelaksowac sie.
Jesli chodzi o porownanie z sasiadujacym Buenos Aires to nie ma porownania.
Ci ludzie nie dbaja o nic oni po prostu sie ciesza ze zyja:) jak ja:)
Zauwazylem rowniez ze sa wiekszymi maniakami na punkcie pilki noznej niz Argentynczycy.
Hehe pomimo tego dymu i zapachu spalenizny Montevideo okazalo sie super miejscem z niesamowicie milymi i otwartymi ludzmi.
W niedziele W centrum miasta jest gigantyczny market z roznego rodzaju badziewiem, mozna kupic uzywane opony po 1 dolara albo tarantulle w sloiku za 11 dolcow :))
Ja nie kupilem nic ale myslalem nad kubkiem do mate, no coz bedzie jeszcze okazja.
(mate to harbata ktura sie pije tutaj i w Argentynie, jest to tradycja i trza to pic w specjalnych kubkach ze slomka).
Wracajac do tego okrutnego dymu, Urugwajczycy sa niesamowicie wkurzeni z powodu tego co sie dzieje w Argentynie. Z powodu jakichs politycznych przyczyn biedaki musza cierpiec za jakichs tam Argentynczykow. Szkoda mi biedakow ale no coz tak to juz czasami jest w zyciu.

Sunday, April 20, 2008

Colonia de Sacramento 18-19.04.2008




Colonia.
Po imprezie zwiazanej z Urodzinami Deva, nie czulismy sie za bardzo dobrze.
Zdecydowalismy sie wziasc stateczek na druga strone River De La Plata.
Czekalismy ok 4 h na to az sie przejasni, bo farmerzy w Argentynie strajkuja i pala swoje ziemie. Caly dym przychodzi do Buenos i tam staje, bo niestety pomiedzy tymi wielkimi budynkami nie ma nawet za grosz wiatru. Mgla sie moze utrzymac przez nawet kilkanascie dni.
No to wpadlismy pomyslalem, ale udalo sie. Okazalo sie pozniej ze bylismy ostatnim promem pomiedzy Buenos i Uruwajem:))
Wyladowalismy w Coloni Starym miasteczku z niesamowicie piekna architektura i po prostu inna dusza niz reszta.
Te miasteczko jest po prostu super. Nie myslalem ze na drodze do Meksyku bede mogl odwiedzic takie cudo. Bylismy w super hostelu rowniez. Teraz zaluje ze zostalem tam tylko jedna noc niestety:)
Colonia kiedys byla mekka przemytnikow pomidzy Urugwajem i Argentyna. Miala rowniez polityczne znaczenie pomiedzy tymi dwoma krajami.
Osobiscie miateczko jak i ludzie sa bardzo wyluzowani i mysle ze caly swiat powinien isc za ich przykladem.
Dotychczas jest to najlepsze miasteczko jakie odwiedzilem oraz najlepszy hostel w jakim spalem.

Patagonia 28,03-14.04.2008


Witam ponownie.
Tym razem chcialem powiedziec troszku na temat Patagonii.
A szczerze mowiac jest o czym mowic. Patagonia jest to niesamowicie dziwna, skomplikowana ale jakze prosta kraina. Wszytko tutaj(jak i w calej Ameryce Poludniowej) ma swoj wlasny czas i system zycia, egzystencji , po prostu bycia. Ja osobiscie na poczatku nie moglem na poczatku tego zrozumiec, nie nawidzilem tego. A szczegulnie tych niespodzianek jak spoznienia czy nie dociagniecia ale po paru dniach zaczalem to nawet lubiec.
Wyluzowani ludzie piekne klimaty, dziewczyny oraz puste drogi i miasta podczas siesty.
Cos pieknego.
Puste i nie asfaltowane drogi oraz ni zywej duszy w przeciagu 200 km a nawet wiecej to cos co Patagonia ma do zaoferowania.
Ja akurat lubie takie klimaty, nie wiem jak inni i szczeze mowiac nie interesuje mnie to:)))
Patagonia ma mnostwo innych niesamowitych miejsc do zaoferowania rowniez jak Glaciary(lodowce) przepiekne gory, laguny ktorych wygladu mam nadzieje nigdy nie zapomne oraz co najwazniesze, ludzie sa niesamowici. Powiedzmy sobie szczeze kto inny kreuje atmosfere twojej podrozy jak nie ludzie ktorych spotykasz. Kazdy kto kiedykolwiek gdzies byl zna odpowiedz na to pytanie. Ludzie pomimo tych mrozow i wiatru o tak wiatr to starszna rzecz w tym przepieknym miejscu nadal sie usmiechaja i ciesza z zycia. Bomba. Wiem jedno.
Wiem ze tu na bank wracam.
jest wiecej do zobaczenia, wiecej klimatu do odczucia i oczywiscie przepiekne dziewczyny:)))))

Thursday, April 17, 2008

Buenos Aires 15-18.04.2008


No dobra po 20 godzinach dotarlismy hehe.
Podroz byla super i na dodatek serwowali cieple amanie wiec to mi sie podobalo.
Jakas laska zachaczyla nas na stacji i dala namiary na hostell wiec spoko. Jeszcze zaplacili z taxowke i dali darmowe piwo hehe. I to im sie oplaca?? Widocznie tak.
Pochodzilismy po miescie juz w pierwszy dzien i jak to na mnie przystalo juz w pierwszy dzien sie zgubilismy.
Bo to miasto jest gigantyczne.
Najbardziej nie podoba mi sie w tym miescie smog, jest wszedzie mozesz to powachac a nawet twoje oczy na to eaguja. Wszedzie widac taka mala mgielke. Ja w nocy nie moge spac bo tak smierdzi, nie wiem moze dlatego ze przez ostatnie pare tygodni bylem tylko w czystych miejscach a bie brudnych jak to.
Kierowcy w Buenos to totalni idioci oni mysla ze moga wszystko.
Jezdza i przejezdzaja ludzi, ja i Dave prawie zostalismy rozjechani 2 albo 3 razy.
Ja juz mam dosc tego smierdzacego i mawet za grosz niekulturalnego i przykrego mioejsca.
Ja tam wole nature i spokoj. Wkrutce spadamy. Dzisiaj sa urodziny Dave a a on nie chce ich spedzic w autobusie.
Szczeze go rozumiem.
Dzisiaj spimy w hotelu(daave stawia) no to bedzie impreza.
Ha ha
A juz jutro wypad do Urugwaju mam nadzieje.
Juz dzisiaj chcem kupic bilet. Zobaczymy

Bariloche 12-14.04.2008


Dobra po 30 Godzinnej jezdzie jednym z najgorszych autobusow dotarlismy do Bariloche.
Bylo to szczeze mowiac niesamowicie meczace. Oraz drogie.
Ale sie udalo.
Juz na poczatku po wzieciu taxy do Centrum Tak powialo ze zamiast isc do przodu musialem sie wracac haha.
Wtedy Dave powiedzial tak: ty stary chyba jeszcze nie wyjechalismy z Patagonii. haha
Nadal mnie to smieszy, ale mial acje to nadal byla Patagonioa, zimna i witrzna Patagonia.
Pochodzilem po Bariloche zjadlem mnostwo stekow i odzylem.
Jeszcze mialem dobre lulanie na normalny luziu aah cos pieknego.
Na drugi dzien naszego pobytu poszlismy na najwyzsza gore otaczajaca BARILOCHE.
Cerro Catedral. Widoki niesamowite po prostu bomba.
Wejscie nie bylo latwe ale jakos sie udalo 2000 metrow w gore:))
Bariloche to jak w Europie Szwajcaria(nie do konca, ale oni sie tym szczyca))
Maja tu mnostwo sklepikow ze slodyczami czekoladami itd.
Atmosfera jest nawet nawet, Ale nadal jakos za zimno.
Pewnego dnia przed wyjazdem do Buenos nie mielismy co robic wiec chodzilismy po tych sklepach z czekolada i prubowalismy czekoladek za darmo.(bo oni tu tak maja ze jak wejdziesz do sklepu to mozesz sprubowac czegos haha)
Po 2 dniach w Bariloche juz dalismy sobie spokuj(ja mam obdarte nogi od tych butow a Dave ma problem z`palacami u nog.
Tym razem wykupilismy wygodniejsze fotele i lepsza firme do Buenos wiec zobaczymy.

Saturday, April 12, 2008

El Chalten i Fitzroy 09-10.04.2008


Po przeslicznej nocy pobudka o 7.30 rano i jazda do agencji turystycznych dowiedziec sie cen biletow do Bariloche. Kupilismy bilet i udalismy sie cos zjesc do pobliskiej piekarni.

Ja po prostu kocham ta argentynska kuchnie.
Maja niesamowite amanie.
HYMM. Juz jestem glodny zaraz ide jesc:) Oni tu maja tyle rodzajow ciasteczek i stekow ze nie moge sie oprzec jem i jem i.. jem:)
W kazdym badz razie udalismy sie na trekking ale to nie byle jaki trekking ale pod gorke z lodem pod podeszwami:)
Bylo niebezpiecznie ale niesamowice rowniez.
Warunki byly supa.
Zakochalem sie w tym miejscu.
Po przejsciu 22 km Zmeczeni ja i Dave porzegnalismy naszych znajomych, zabralismy plecaki z chatki gdzie spalismy i ucieklismy do pobliskich pubow i restauracji podgladnac co sie dzieje w tej wiosce.
A nie dzialo sie za wiele, na szczescie spotkalismy znajomego nam Chilijczyka Fellipe to sie razem posmialismy.
Wsiedlismy do austobusu do autobusu jadacego do Bariloche.
Najgorszy jaki dotychczas mialem 30 godzin w autobusie przy silniku troche mi uszkodzilo mozg :))
Ale spoko.
Ani nam jedzonka nie zaserwowali nai zadnego filmu nic po prostu jazda.
A tu w Patagonii nie ma drog asfaltowych wiec sobie wyobrazcie:)
Teraz jestem juz w Bariloche I sie bardzo ciesze ze mam juz to za soba.
Niestety za 2 dni spadamy do Buenos 20 godzin.
Zobaczymy.

El Calafate 08-09.04.2008


Po 5 h jazdy z Puerto Natales, dostalismy sie do nastepnej bardzo turystycznej miejscowosci.
A mianowicie do El Calafate. Takich miejsc jak te jest niewiele na ziemi. Jest to Glacier Perito Moreno. Ten Glacier posowa sie na przod ok 2 metrow dziennie.
I za kazdym razem jakies kawalki lodu laduja w Jeziorze Argentino.
Kawalki""""" no coz wygladaja jak kawalki ale tak naprawde sa to niesamowite kolosy. My mielismy zaszczyt to zobaczyc i wiecie co wowowowowowow cos niesamowitego.
I ten odglos lodu wpadajacego do tego cichego jeziora. Nadal mam go w mojej glowie nadal czuje ten dreszczyk emocji:)
Powiem tak: jezeli kturys z was kiedy kolwiek przyjedzie do patagonii i nie zobaczy tego czegos to jest kompletnym imbecylem.
Zdjecie tego nie pokazuje ale ten kawal lodu ma ponad 20 metrow wysokosci:)
Po Powrocie do miasta kupilismy bilet do nastepnej wioski i zabralismy ciuchy z hostelu w ktorym spalismy ostatniej nocy.
Zlapalismy wieczorny autobus do El Chalten.
W autobusie spotkalem znajomych z Torres:)
Wiec sie zgralismy ze razem bedziemy szukac taniego hostelu o 11 w nocy haha.
I byla zabawa, zimno wieje i pada snieg a my chodzimy od domku do domku i szukamy spania, taniego spania.
Znalezlismy!! jakas pani podzwonila po znajomych i jeszcze pomogl namChilijczyk Fellipe i ZNALEZLISMY TANIE SPANIE.
Jutro wspinamy sie na Fitzroya

Park Narodowy Torres Del Paine


Witam ten Blogg dedykowany jest dla mojej mamy Barbary, brata Jakuba oraz moich bliskich i dalekich zanjomych:)
Wiem ze nie kazdy zna jezyk angielski, wiec zdecydowalem sie opisywac rozne zytuacje po Polsku na tym blogu.
Nie bedzie tu niestety tak wielu zdjec jak na innym ale bedzie wiecej opisane:)
Dobra zaczynamy.
Po bardzo dlugiej przeprawie, zajelo nam(mi i Daveowi-dobry znajomy zdecydowal sie na podroz wraz ze mna ladem do Meksyku:))) prawie 3 dni, dojechalismy do Puerto Natales z Ushuaia.
Na poczatku kupujac bilet w Ushuaia nie pomyslalbym ze moze to zajac tak dlugo niestety...
Koles u kturego kupilismy bilet wystawil go nam na dzien pozniej niz powinien.
Moglismy wiec przejechac tylko 40 km do Rio Grande.
Nastepnie lapalismy stopa w Patagonii, niestety nie wyszlo.
Zostalismy wiec na noc.
Dostalismy sie na autobus na dzien nastepny i juz wyladowalismy w Rio Gallegos gdzie musielismy czekac nastepne 6 h na nastepny autobus.
Spotkalismy tam milego chilijchyka ktury opowiedzial nam to i owo na ruzne tematy haha.
Okazalo sie ze jego dziadek to Polak:))
Nic dziwnego haha. Koles chlal piwo za piwem :))
Nastepnie dostalismy sie do malego hoteliku w Rio Turbio tam moglem sie popisac moimi umiejetnosciami za barem.
Laski ktore mnie poprosily o zrobienie jakiegos dobrego koktailu byly pod wrazeniem hehe.
No dobra udalo sie jestesmy w tym zasmarkanym Puerto Natales, wioska jakich wiele, nic specjalnego.
Po przenocowaniu dostalismy sie do Parku Narodowego o ktury mowa.
I tam sie rozpoczyna akcja, wieje leje itd!!!!!!!!Jednym slowem super.
Tzn mi sie podobalo Dave zachorowal i musial wracac hahaha.
Przeszlem w tym parku w 4 dni okolo 75 km hehe niezle nie.
Niestety ostatnie 2 dni byl tylko snieg, chmury i deszcz.
Nie zobaczylem wiele ale spoko.
Po powrocie do Puerto Natales posiedzialem pod goracym prysznicem przez jkas godzine.
Wykupilismy Bilet do El Calafate.
I na nastepny dzien ucieklismy :)
Nastepny stop El Calafate I nadzwyczajny glacjer Perito Moreno.