

Isla de Sol bo tak ja nazywaja tutejsi okazala sie tyraniem pod gorke przez wiekszosc czasu a ja z wielkim plecakiem tam sie meczylem. Wyspa nie ma nic specjalnego do zaoferowania z wyjatkiem ludzi ktorzy chca z ciebie zebrac cala kase jaka masz i paru Inkaskich ruin ktore i tak sa w makabrycznym stanie. Ja osobiscie polubilem ta druga mniej turystyczna czesc wyspy z przeslicznymi zatoczkami i niesamowitym zachodem slonca w wiosce Challapampa(na zdjeciu). W ktorej spedzilem noc i mialem jedno z najlepszych kolacji w Ameryce Poludniowej(pstrag w czosnku z warzywkami i ryzemmhym). Trza przypomniec ze okreg Titicaca jest najwiekszym producentem(jezeli mozna to tak nazwac) pstraga w calej Ameryce Lacinskiej.

Tak wyglada tradycyjny ubior na Wyspie Slonca. Osobiscie uwielbiam te kapelusze sa supa. Wracajac do Copacabany(juz lodzia motorowa) z mnostwem innych turystow(glownie niemcow) podejrzalem mecz pilki noznej Bolivijskiej kobiecej druzyny:)) To bylo super widziec jak kobiety 20-40 bawily sie niesamowicie dobrze grajac w swoich tradycyjnych strojach.
Pozdrawiam

No comments:
Post a Comment