
Nie bede dlugo pisal o nie pisanej (prawdziwa jest Sucre) stolicy Bolivii.
Przjezdzajac tu myslalem ze kazdy bedzie chcial mnie obrobic wszyscy beda mieli bron i ludzie beda niesamowicie niemili.
Nic bardziej mylnego kochani jest to najlepsze duze miasto w Ameryce Poludniowej w jakim dotychczas bylem, jest rowniez niesamowicie czyste.
Wtym miescie trafilismy do Irlandzkiego Hostelu i niestety zostalismy w nim ok 8 dni(jakies 7 dni za dlugo).
Powiem tak maja tu najlepsze imprezy w calej Ameryce Lacinskiej.
Droga Smierci, jest to nastepne wyzwanie jaki podjalem w La Paz a raczej zaraz obok.
Te miejsce nie bez powodu nazywane jest droga smierci. Statystyki mowia o 120 ofiarach rocznie ale ja osobiscie uwazam ze jest wiecej. Teraz wszystkie statystyki ida w dol bo Boliwijczycy wybudowali normalna droge, troszke bezpieczniejsza. Ja z pustym zoladkiem i sraka jakiej nie mialem wczesniej w zyciu podjalem decyzje podbicia tejdrogi i...
prawie poleglem:))
Prawie na koncu tej strasznej drogi mialem kolizje z ... samym soba:). Nie podolalem na zakrecie, przycisnalem hamulce troszku mocnie i przelecialem przez przednie kolko, szczescie i doswiadczenie w spadaniu z takich niebezpiecznych przedmiotow jak rower i skateboard pozwolily mi wyjsc calo i bez szwanku z tej opresji ale Niemiec ktory jechal zaraz za mna(scigalismy sie a ja niemcowi wygrac nie dam chocby nie wiem co) uderzyl w tylne kolo mojego roweru i mial delikatnie pochlastany pysk:))
Ta droga pozostanie mi w pamieci(i temu niemcowi) przez dlugi czas.Byly momenty ze w 90%
ryzykowalem moim zyciem:))
Ogulnie ta przepasc zaraz obok nas to okolo 400 metrow w dol:))
Pozdro
Pozdro

No comments:
Post a Comment