
Po przeslicznej nocy pobudka o 7.30 rano i jazda do agencji turystycznych dowiedziec sie cen biletow do Bariloche. Kupilismy bilet i udalismy sie cos zjesc do pobliskiej piekarni.
Ja po prostu kocham ta argentynska kuchnie.
Maja niesamowite amanie.
HYMM. Juz jestem glodny zaraz ide jesc:) Oni tu maja tyle rodzajow ciasteczek i stekow ze nie moge sie oprzec jem i jem i.. jem:)
W kazdym badz razie udalismy sie na trekking ale to nie byle jaki trekking ale pod gorke z lodem pod podeszwami:)
Bylo niebezpiecznie ale niesamowice rowniez.
Warunki byly supa.
Zakochalem sie w tym miejscu.
Po przejsciu 22 km Zmeczeni ja i Dave porzegnalismy naszych znajomych, zabralismy plecaki z chatki gdzie spalismy i ucieklismy do pobliskich pubow i restauracji podgladnac co sie dzieje w tej wiosce.
A nie dzialo sie za wiele, na szczescie spotkalismy znajomego nam Chilijczyka Fellipe to sie razem posmialismy.
Wsiedlismy do austobusu do autobusu jadacego do Bariloche.
Najgorszy jaki dotychczas mialem 30 godzin w autobusie przy silniku troche mi uszkodzilo mozg :))
Ale spoko.
Ani nam jedzonka nie zaserwowali nai zadnego filmu nic po prostu jazda.
A tu w Patagonii nie ma drog asfaltowych wiec sobie wyobrazcie:)
Teraz jestem juz w Bariloche I sie bardzo ciesze ze mam juz to za soba.
Niestety za 2 dni spadamy do Buenos 20 godzin.
Zobaczymy.

No comments:
Post a Comment